TINI - Losing the love (polska wersja)


Piosenka jest już dostępna do pobrania! :))




*** Tekst po polsku ***

Twój celny strzał, przebił serce
Ułożył wers, przebił ciemność
Kiedyś młodzi, lecz teraz chowamy twarze
Nigdy nie zmienisz biegu krwi
Wciąż patrząc wstecz za tym śladem

Miłość jest gorączką, ja mdleję
Nie zniosę krwawienia
Ocal mnie
Tracimy miłość
Tracimy miłość
Miłość to był azyl przed burzą
Nigdy więcej nie chcę do domu
Tracimy miłość
Tracimy miłość

Wspólne ściany, nie zamkną nas
Prawda wyszła, wznieca się burza
Kiedyś młodzi, lecz teraz chowamy twarze
Nigdy nie zmienisz biegu krwi
Wciąż patrząc wstecz za tym śladem

Miłość jest gorączką, ja mdleję
Nie zniosę krwawienia
Ocal mnie
Tracimy miłość
Tracimy miłość
Miłość to był azyl przed burzą
Nigdy więcej nie chcę do domu
Tracimy miłość
Tracimy miłość

Wciąż zastanawiam się dlaczego zostać?
Naszą jedyną przysięgą jest życie!
Ciężko walczymy, by zburzyć ten mur!

Miłość jest gorączką, ja mdleję
Nie zniosę krwawienia
Ocal mnie
Tracimy miłość
Tracimy miłość

Miłość jest gorączką, ja mdleję
Nie zniosę krwawienia
Ocal mnie
Tracimy miłość
Tracimy miłość
Miłość to był azyl przed burzą
Nigdy więcej nie chcę do domu
Tracimy miłość
Tracimy miłość

Miłość jest gorączką, ja mdleję
Nie zniosę krwawienia
Ocal mnie


Titanic: The Exhibition

"Morze zabrało półtora tysiąca ludzi. Wokół dryfowało dwadzieścia szalup, tylko jedna zawróciła, jedna. Z wody wyłowiono sześć żywych osób. Wśród nich byłam ja, sześć z półtora tysiąca. A potem siedmiuset ocalałych mogło już tylko czekać w szalupach… Czekać, by umrzeć… Albo żyć… Czekać na rozgrzeszenie, które nigdy nie nadeszło."
Rose Dawson/Calvert



Zapewne każdy z Was zna historię Titanica. Niezatapialny transatlantyk, którego luksusy przewyższały najlepsze hotele świata. Jego restauracje otrzymywały najwyższe recenzje i były uważane na najlepsze. Ósmy cud świata, który w czasie swojego dziewiczego rejsu otarł się o górę lodową po czym poszedł na dno zabierając ze sobą dokładnie 1504 dusze z różnych warstw społecznych. Wielu z nas zna tą historię głównie z filmu James'a Cameron'a, jednak ja postawiłam sięgnąć ciut głębiej.
Tragedią Titanica interesuję się od wielu, wielu lat. Co jakiś czas mam taki moment w życiu, że spędzam kilka tygodni na wyszukiwaniu informacji na temat wydarzeń z kwietnia 1912 roku i próbuję dowiedzieć się WIĘCEJ. :))
W kwietniu tego roku do Warszawy przybyła wystawa na ten właśnie temat. Nie musiałam się długo zastanawiać, bo jak tylko się o niej dowiedziałam, z góry założyłam, że muszę tam być! Była to dla mnie niepowtarzalna okazja poznać bliżej przyczyny i okoliczności w jakich doszło do katastrofy no i oczywiście na własne oczy zobaczyć oryginalne rzeczy wyciągnięte z wraku oraz te podarowane od ocalałych osób. Sama wystawa była dosyć klasycznym widowiskiem. Wyjątkowe było jednak to, że nie mięliśmy ze sobą przewodnika, tylko słuchawki oraz mp4, z których mogliśmy odtwarzać nagrania nagrane przez lektora opowiadającego o konkretnych przedmiotach czy też zdjęciach. Wśród wielu zdjęć, listów oraz pocztówek przesyłanych przez uczestników rejsu, można było tam zobaczyć jeszcze rekonstrukcje pomieszczeń, elementów budowy statku oraz dotknąć autentycznej góry lodowej, która według lektora miała pokazać nam "chłód jaki czuli pasażerowie po znalezieniu się w wodach Atlantyku". Osobiście wybierając się na tą wystawę wyobrażałam sobie, że będzie na niej więcej rekonstrukcji oraz elementów wyłowionych z wnętrza wraku. Oczywistością jest, że ciężko byłoby zachować takie rzeczy, jednak moje wyobrażenia przewyższały jej realia. 
Cała wystawa wywarła na mnie ogromne wrażanie. Wywołała we mnie niesamowite emocje oraz sprawiła, że chcę wiedzieć jeszcze więcej na temat największej katastrofy morskiej z czasów nowoczesnych. Zdecydowanie polecam się na nią wybrać. Nawet jeśli ktoś (tak jak ja) ma do Warszawy kilkaset kilometrów. Dla pasjonatów wydarzeń z dnia 14 kwietnia 1912 roku będzie to nie lada gratka. Bilet ulgowy (w moim przypadku jeszcze na legitymację szkolną) wyniósł mnie 35 zł, jednak jeśli chcecie dowiedzieć się więcej nie tylko na temat cen, ale ogólnie czegoś odnośnie wystawy to polecam zajrzeć na jej stronę: http://titanic.cojestgrane24.pl/

Zobaczcie parę zdjęć zrobionych przeze mnie podczas zwiedzania. :)











Violetta vs. Soy Luna??


Witajcie kochani!

    Od dawna nie było na blogu żadnego postu, no i również kanał nie zachwycał nowościami. Było to spowodowane zakończeniem roku szkolnego (jako uczennica ostatniej klasy skończyłam szkołę w kwietniu) oraz przygotowaniami do matury, no i samą maturą. :) Był to dla mnie bardzo emocjonujący czas, ale o tym kiedy indziej (jeśli chcecie o tym czytać oczywiście).
    Dziś zajmę się bardzo kontrowersyjnym tematem jakim jest pojawienie się serialu "Soy Luna" w nowej ramówce programu Disney Channel. Moi czytelnicy, bądź słuchacie doskonale wiedzą, że pomimo mojego wieku kocham Disney i jego produkcje. Uważam, że kiedyś były one o wiele lepsze, ponieważ jestem z pokolenia "High School Musical", "Camp Rock" oraz "Hannah Montanah", jednakże teraźniejsze seriale i filmy wychodzące spod skrzydeł Disney'a też nie są najgorsze. Spośród wielu typowych bajek jest tam również coś dla mnie, np. "Phineas and Ferb" którego kochamy oglądać z mamą. :D 
    W dniu 12 czerwca 2015 (a nawet i wcześniej) oraz po zakończeniu trzeciego sezonu popularnego serialu "Violetta" emitowanego na DC, pojawiła się w sieci informacja o nowym serialu od Disney'a. Fani Violetty nazywali go "kopią Violetty". Dlaczego? Wielu z nas do dziś zadaje sobie takie pytanie. W internecie można znaleźć masę negatywnych komentarzy na temat nowej produkcji. 

Violetta jest najlepsza, a Soy Luna to jej marna kopia - w życiu tego nie obejrzę!!!
... tak właśnie pisali fani z całego świata. Ci, którzy bali się o ich ukochany serial, który może pójść w zapomnienie przez nową produkcje Disney'a. W mojej osobistej opinii nie dziwię się takim osobom, ponieważ walczą o to co kochają, jednakże skreślanie czegoś o czym nic nie wiemy nie jest dobrą opcją, a już na pewno nie dobrym sposobem na zatrzymacie V-Lovers przy Violettcie i jej perypetiach. 

    Przybliżę Wam teraz kilka podobieństw między tymi serialami, które sama zaobserwowałam jeszcze przed premierą "Soy Luny" w Polsce.

1. Temat przewodni.
Przewodnim tematem obydwu seriali jest muzyka. Nie mniej nie dziwi mnie to, ponieważ muzyka jest doskonałym towarem komercyjnym i dzięki niej firmy zgarniają miliony $$$ za jej dystrybucję. Wracając jednak do seriali. Pomimo muzyki, są to dwie inne historie. Violetta była o spełnianiu marzeń, tańcu i śpiewie, Soy Luna jednak jest to historia o spełnianiu się w tym, w czym jest się dobrym (w tym przypadku jest to artystyczna jazda na wrotkach). 

2. Podobne postacie.
Nie da się ukryć, że niektóre wątki pokazywane już w zapowiedziach serialu do złudzenia przypominały historie z Violetty. Dziewczyna przepełniona marzeniami? Blondynka o drapieżnym charakterze, dręcząca główną postać? A może zakazana miłość? To wszystko widzieliśmy już w Violettcie. 

3. Ukryta historia rodzinna.
W zapowiedziach (bo na tym bazuję pisząc dzisiejszy post) widziałam urywek pewnego wątku, który mówił o tym, że Luna (główna bohaterka) nie zna jednego bądź obojga swoich rodziców ➤ nie pamiętam dokładnie jak tam było mówione, a nie chcę skłamać. A czy to nie przypomina nam historii malutkiej Violetty, która straciła mamę i nic o niej nie wie? Ona również w trakcie serialu stara się jak najwięcej dowiedzieć o swojej przeszłości. 

4. Ci sami aktorzy.
To jest już chyba sprawa nie do podważenia oraz coś czego po prostu nie da się ominąć. Aktorzy tacy jak Rugerro Pasquarelli czyli "Federico" z Violetty wciela się w rolę głównego bohatera z Sou Luny - Matteo. Zaś inny aktor, którego zauważyłam już w zapowiedzi to Rodrigo Pedreira znany z  roli "Gregorio" w serialu Violetta. Kto wie jakie postacie kryje w sobie cały serial?

Moje odczucia oraz podsumowanie:
    Nie będę ukrywać, że gdy tylko dowiedziałam się o nowym serialu, który z góry już przez producentów został ogłoszony "zastępcą Violetty", dostałam szału i od razu byłam na nie. Jednak jestem tylko człowiekiem jak każdy z nas i mam prawo popełniać błędy. Nie powinnam z góry zakładać iż serial "Soy Luna" będzie okropny i afiszować się na prawo i lewo, że jestem V-Lover i nigdy nie przestanę lubić Violetty. Nikt nigdy nie powinien tak robić, o czym mówi przysłowie "Nie oceniaj książki po okładce". Każdy z nas powinien zapoznać się z ocenianym materiałem, a następnie dokładnie przeanalizować sytuacje zanim po całości zjedzie coś o czym nie ma pojęcia. Chcę podkreślić, że podane powyżej przykłady nie są oznaką mojego stanowiska wobec całej sytuacji. Przedstawiłam jednak realne (według mnie) fakty, które powinien dostrzec każdy fan Soy Luny, zanim zacznie bluzgać na fioletowych maniaków za ich "bezpodstawne osądy". Pytam teraz wiernych fanów serialu Violetta. Czy jest coś złego w lubieniu obydwu seriali? Czy jest to przestępstwo jeżeli będę zachwycała się Violettą i Soy Luną? Przecież zainteresowanie dwoma serialami wcale nie skreśla jednego z nich z listy "ukochanych". Prostym przykładem jest miłość do czekolady w moim przypadku. Czy nie mogę kochać czekolady karmelowej z orzeszkami ziemnymi jeżeli wcześniej polubiłam czekoladę z nadzieniem truskawkowym??? 
Toż to była by zbrodnia odrzucić jedną z nich! 💔


Zachęcam każdego z Was do przemyślenia swojego stosunku do pewnych rzeczy zanim coś się o nich powie. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Piszcie śmiało! 

Do Ciebie, czyli polska wersja Voy Por Ti!

Witajcie Makarony :D
Jak to na sobotę przystało - czas na kolejną piosenkę na kanale! Poprzedni post, tłumaczy dlaczego nie było piosenki w zeszłą sobotę. Nie ma co robić zastojów, dlatego dziś postanowiłam kontynuować moje postanowienie i oto kolejna piosenka. Polska wersja "Voy por ti" z serialu Violetta. Tytuł hiszpańskiego utworu w naszym języku znaczy "Idę do Ciebie", jednakże na potrzeby mojej polskiej wersji przekształciłam go trochę i brzmi on "Do Ciebie". :) Poniżej znajdziecie polski tekst tej piosenki, więc na pewno dojdziecie do tego dlaczego akurat taki tytuł, a nie inny. 
Doszłam do wniosku, że będę dodawać piosenki naprzemiennie. W jednym tygodniu będą covery zwykłych piosenek, a w drugim polskie wersje z Violetty. Mam nadzieję, że moi widzowie na YouTube przekonają się również do zwykłych coverów, bo jednak przyjdzie taki czas, że skończą się piosenki z Violetty i nie będę miała już z czego robić polskich wersji. :/
Dlatego trzeba korzystać, póki można i słuchać najnowszych piosenek na moim kanale!
Zapraszam serdecznie ♥



*** Tekst po polsku ***

Czasami i Ty możesz tego nie widzieć
I tylko ja wiem, co nas na prawdę łączy
Więc na mnie spójrz, powiedz który jest lepszy

Za wszelką cenę być blisko ciebie
To niemożliwe do wykonania
Więc na mnie spójrz, powiedz który jest lepszy

Porozmawiajmy raz
Tylko ten jedyny raz
W naszej historii to odwrotnie jest
Chcę zobaczyć cię
Idę tam, tam, tam, taaam,

Porozmawiajmy raz
Zawsze będę tylko przy tobie
Mimo, że tego nie widzisz, to ja
Chcę zobaczyć cię
Idę tam, tam, tam,
Idę tam
Idę tam
Do ciebie

Są takie chwile, gdzie jest jeszcze nadzieja
To jedno spojrzenie i ten jeden gest
Więc na mnie spójrz, powiedz który jest lepszy

Jeszcze nie widzisz, ale zobaczysz
Gdy otworzysz oczy, na to co jest ważne
Więc na mnie spójrz, powiedz który jest lepszy

Porozmawiajmy raz
Tylko ten jedyny raz
W naszej historii to odwrotnie jest
Chcę zobaczyć cię
Idę tam, tam, tam, taaam,

Porozmawiajmy raz
Zawsze będę tylko przy tobie
Mimo, że tego nie widzisz, to ja
Chcę zobaczyć cię
Idę tam, tam, tam,
Idę tam
Idę tam
Do ciebie

Życie jest nieprzewidywalne.

Może ciut za głęboki tytuł posta, ale chciałabym zachować go w takiej formie. Dziś będzie troszkę inaczej. Znacie mnie jako osobę pozytywną, pełną energii, dodającą otuchy. Niedawno jednak przyszedł czas, gdy ja potrzebowałam tego od Was. No i się nie zawiodłam. :) Dodaliście mi siły i za to jestem Wam niezmiernie wdzięczna. Przechodzę teraz ciężki okres w moim życiu - praca i ostatnia klasa. Są to rzeczy, które jest mi mega ciężko połączyć, a nie mogę zrezygnować ani z jednego, ani z drugiego. Nie wiem dlaczego idzie mi tak ciężko? Na pewno sporą wagę ma tutaj moje lenistwo, ale nie wierzę w to, że jest ono tak wielkie abym miała nie skończyć szkoły. Może mówię jak typowy nieuk, może mi się tylko wydaje, ale mam wrażenie że nauczyciele się po prostu na mnie uwzięli... Zapewne niektórzy z Was sami wiedzą jak to jest. :/ 
Nie jest normalną sytuacją kiedy odzywam się na polskim (bo właśnie z tego przedmiotu jestem zagrożona) i to co mówię jest źle, a to co powie koleżanka obok innymi słowami, bądź tymi samymi w innej kolejności - jest DOBRZE. Po prostu w to nie wierzę. Jakkolwiek bym nie próbowała odpowiedzieć na jakieś pytanie - zawsze jest źle. Każde moje wypracowanie "nie nadaje się do czytania", a każda nieobecność na języku polskim jest przecież spowodowana ucieczką, bo nie chcę się uczyć... 
Porażka. Jak zdam to będzie cud. 

Ale...
Dziś nie o tym miała być mowa. Chciałam po prostu nawiązać do tego co teraz dzieje się w moim życiu. Może niektórzy z Was wiedzą, a jeśli nie to ten post jest właśnie po to by Was poinformować. Co prawda jest to w jakimś sensie obnażanie się w mojej prywatności, ale czuję się zobowiązana powiedzieć Wam o tym. Dokładnie tydzień temu zmarł mój młodszy ze starszych braci Kuba. Miał 22 lata i od urodzenia dręczyły go przeróżne choroby jak nie wrodzone, to załapane gdzieś tam po drodze. Przez całe swoje życie miał bardzo obniżoną odporność i każda kolejna choroba była dla niego katorgą, która wykańczała jego organizm. Nie miałam z nim jakiejś mocnej więzi, ponieważ przez swoją niepełnosprawność nie mógł mówić, ale rozumiał to co się mówiło do niego. Porozumiewaliśmy się z nim na migi. Tylko rodzina wiedziała o co może mu chodzić, osoby z zewnątrz musiały się dowiadywać, bo był to nasz taki slang :) Po jego śmierci odczułam wielki żal. Miałam wyrzuty sumienia, że nie spędzałam z nim więcej czasu i że odszedł tak szybko, a w dodatku bez pożegnania. Moi widzowie bardzo mi pomogli, tak samo jak Przemek, który ciągle mnie wspiera w tym trudnym okresie. Chcę Wam za to podziękować, bo internet i rozmowa z Wami jest dla mnie w tym momencie odskocznią od tego wszystkiego. I pomimo, że mam w tym momencie łzy w oczach, wiem że ten smutek jest chwilowy. Powoli zaczynam rozumieć, że teraz jest mu lepiej. :) Nawet z mamą żartujemy sobie, że teraz tam na górze opiekuje się nim mój tato. :)
Mam nadzieję, że ta rana szybko się zagoi, ale jednocześnie pamięć o Kubie nie zaginie.